Jestem wolny. No popatrz, przecież nie mam kajdanów. Jestem wolny – chodzę, gdzie chcę i robię, co chcę. Jestem wolny – nikt mnie nie ogranicza.
No to idziesz, wolny człowieku. Idziesz, upadasz i wstajesz, upadasz i wstajesz, upadasz i … Nogi i ręce – jakby spętane, usta zakneblowane, oczy nie widzą, a w uszach brzmi cisza. Jesteś wolny?
Jestem wolny. No popatrz, przecież nie mam kajdanów. No to tkwisz w tym, wolny człowieku, tylko trochę trudniej ci iść, prawda?
Jestem wolny, tylko wiesz, muszę tam wrócić. Dokąd? Musisz? Jesteś wolny? No to wracasz.
I nagle – trach. Leżysz. Bezwładnie. Gdzieś, tam daleko cel. Przestajesz go widzieć, przestajesz. Przestajesz. Ktoś podaje dłoń i nawet nie wiesz, jak ją chwycić. Odchodzi. Nadal jesteś wolny?
Przychodzi Ktoś. Zrywa kajdany i przytula. Poznajesz? Najpierw cię niesie, ostrożnie. Później uczy, jak chodzić. Stąpasz powoli. Trzymasz się Jego ręki, bo nie pamiętasz kroków. Ma ciepłą, delikatną dłoń. Aż w końcu wyczuwasz na niej szorstką bliznę. I uczysz się ją kochać. Wiesz, dokąd On prowadzi?
Ta dłoń nie zniewala. Nie trzyma liny, łańcucha. Nie bój się. Przytul.
Oyente
Jan Paweł II (Kraków – Błonia, 10 czerwca 1979r.)
Proszę was abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością - taką jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym,
... abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
... abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was:
... abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,
... abyście od Niego nigdy nie odstąpili,
... abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On „wyzwala” człowieka.