„Ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia”. I spotkały się Dusza z Ciałem. Przy porodzie płakałeś ze szczęścia, bo zobaczyłeś światło. „A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe” i pojawił się na twojej drodze. Kąsał powoli. Tak, że nawet tego nie czułeś. I oddzielił Duszę od Ciała. Pamiętasz ścieżkę do drzewa, z którego zerwałeś jabłko? Piękna, prawa? Ale przyszła ciemność. Później już nawet siebie w niej nie widziałeś. Zgubiony w tym mroku odchodziłeś. Powoli. Coraz dalej. Pamiętasz?
I kiedyś chciałeś się oczyścić. Wiesz, że nadmiar fałszywej bieli niszczy? Trudno się go pozbyć. Czy to Twoja pycha?
I błąkałeś się tak. Szczerze sam. Wpadałeś w przepaście, bluźniąc pod nosem. Już nie czułeś smaku słodkiego jabłka. Tylko zgnilizny. Krzyczałeś, płakałeś. Tupałeś nogami. Aż w końcu, wyczerpany, upadłeś. I powiedziałeś, że nie wstaniesz. Że masz dość.
Ale ktoś na ulicy mówił ci, że trzeba wracać. Tą samą ścieżką. Widziałeś Jego twarz? Nie bój się. Powiedział mi, że chce zabrać od ciebie wszystko, co cię boli. Wszystkie zranienia, twoje wyczerpanie i niemoc. Nie płacz. Nawet jeśli twoja Dusza leży skopana w ciemnym dole.
I podnosisz się. Pamięć podpowiada ci, którędy iść. Ogród wcale się nie zmienia. Zaraz zobaczysz ptaki. Tylko spójrz w niebo. Ze zdwojoną siłą przeszukujesz pnącza, dzieląc je na połowy. A na drzewie kwitną już ciernie korony cierniowej. Zamiast kolców mają kropelki krwi. Słyszysz? – Ktoś tu szeleści skrzydłami. Własnymi oczyma patrzysz na konary, gdzie zawisła Miłość. Poznajesz? Wesprzyj się o to drzewo. I nie bój się. Bądź.
Powiem ci, jak będziesz wyglądał.
Będziesz miał zniszczoną twarz, ubłocone ręce, brudna koszulę i podarte spodnie. Bose stopy i zranione serce. I nie raz będziesz cicho krzyczał. Wrzeszczał szeptem. Będziesz rozglądał się i szukał ratunku. Będziesz wyciągał związane ręce do przyjaciół, zanim przypomnisz sobie, że to oni cię zniewolili. Pamiętasz ich imiona? Pycha? Chciwość? Alkohol? Narkotyki? Zazdrość? Nieczystość? Pamiętasz?
I w końcu zauważysz drzewo, przy którym stoisz. I Człowieka. Spojrzysz na Jego ramiona, które obejmują świat, stopy, które krzyżują się, jakby na znak pokoju, przebite serce, z którego tryska miłość, wzrok pełen ciepła. I pokażesz Mu wszystko. Choć będzie trudno. Tylko wtedy twój krzyk będzie miał sens. I wtedy zobaczysz, że nie ma Go już na krzyżu. Że stoi obok ciebie. Dotyka każdej rany, każdego problemu. Wtedy poczujesz, że twoje ręce nie są związane. I liny, które cię ograniczały, wszystko, co cię skrzywdziło, wisi na tamtym drzewie. I twój przyjaciel cię przytula. Zwyczajnie. Po ludzku. I przy nim będziesz piękny.
Paulina (Oyente)