Sobota - 1 Październik 2005

Poniżej felieton ze spotkania:
Pamiętasz jeszcze, jak przyszedł pierwszy raz? - Powiedziałeś, że Go nie potrzebujesz. Głowę miałeś zaprzątniętą i ręce zajęte.
W ciszy siedziałeś w swoim pokoju, milczałeś bez sensu, gdy ktoś zapukał. Bezwiednie wstałeś i zamek znajomo zgrzytnął.
Obudziłeś się i twoje mieszkanie było już zniszczone, a jedyne, co ci zostało – to ból i strach. I połamane krzesło. Było ich kilku. Pamiętasz, jak bili cię po głowie, kopali? Jak szorowałeś brodą po podłodze? Bałeś się tego, co będzie. A oczy miałeś ciemne.
Pukanie. Dobrze znałeś ten dźwięk. Tylko jedna osoba robiła to w taki sposób. Zawsze przy tobie była. Kochałeś ją. Wygoniła cię z domu i sama wygodnie zasnęła na twoim łóżku. Żebyś następnym razem zaciskał zęby i pięści, gdy ktoś będzie chciał wejść. Ogłuchłeś wtedy na dźwięki z zewnątrz. Pamiętasz? I mógł przyjść jeszcze ktoś. Jeszcze bardziej zranić pokiereszowane już serce. Ale już nie otwierałeś.
Siedziałeś w pustym pokoju. Dręczony myślami. Tymi, które chowasz najgłębiej, pod płaszczem sztucznej obojętności. Wtedy przyszedł On. Wszedł przez szczelnie zamknięte drzwi. I minął ból. Zabrał strach. Przyniósł światło i rozproszył ciemności. Przyniósł moc, by nieść problemy, łaskę, by dotknąć serca i pokój, by uspokoić duszę. Mieszkanie stawało się jasne i pojawiali się w nim ludzie. Weszli do domu, w którym drzwi były już otwarte. Wiesz o tym, że widział wszystkie ukrywane rany, które teraz zaczynały znikać?
W ciszy szeptałeś słowa: “Otwórz me oczy i serce” – otworzył i będzie otwierał, gdy ty nie będziesz miał sił.
(Oyente)
|