Sobota - 8 Październik 2005

Poniżej felieton ze spotkania:
Była ciemność i bezmiar wód. I Bóg rzekł: “niechaj się stanie światłość” – i przyszedłeś na świat. Później Bóg powiedział: “niechaj powstanie sklepienie na środku wód i niechaj oddzieli ono jedne wody od drugich” – uczyniwszy to Bóg, dał ci serce i sprawił, że wydało nasiona. Później podarował ci drogę. Z kałużami. Żebyś nauczył się chodzić po wodzie. Potem rzekł Bóg: “Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące nad sklepieniem nieba, aby oddzielały dzień od nocy”. I otrzymałeś oczy. By odróżniły noc od dnia. Nieprzyzwyczajone jeszcze do jasności potrzebowały czasu. Zanim stały się gwiazdami – raziły je promienie słoneczne. Teraz same świecą radością. Następnie dał ci ludzi – do kochania.
Nie raz słyszałeś kroki. To Bóg przechadza się po swoim dziele, którego stworzenia byłeś świadkiem, a Bóg wiedział, że było dobre, dlatego uwierz Jego miłości.
Nauczyłam się zaglądać w oczy. Głęboko. Strach, strach, strach. I później jeszcze więcej i więcej. Wtedy ubieram za dużą białą bluzę. Pamiątkę po człowieku, który miał być na zawsze, a był na chwilę. Z wymowną plamą po soku porzeczkowym, w kształcie uśmiechu. I czasami wracają demony przeszłości. Kulę się w sobie, zanim zrozumiem, że sama jestem jednym z nich. Najczęściej przychodzą w nocy. Znasz ten smak kawy o 5 rano, prawda? Kiedy niedopałek papierosa tli się w popielniczce, sterta nieprzeczytanych gazet leży w nieładzie na stole, a ty sam czujesz się za mały na świat?
Nauczyłam się patrzeć na ręce. Dokładnie. Tak, żeby nie stracić szczegółu. Znasz te momenty, kiedy te dobre dłonie zadawały najdotkliwsze rany? Mi kojarzą się z miętową herbatą i spadającą gwiazdą. Wtedy siadasz na dachu wieżowca i czujesz się pozornie wolny, daleki od problemu.
Zdobyłam umiejętność kłamania, jak z nut. Prosto w oczy. Ubierałam wtedy długi, odporny na spojrzenia płaszcz i bez skrupułów potrafiłam zadawać bolesne ciosy. Wtedy nawet nie wiedziałeś, że to ja.
Potrafiłam znieść zapach nienawiści, udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku, kiedy tak nie było. Nauczyłam się nie widzieć tego, co powinnam. Opanowałam sztukę aktorstwa, sztucznego uśmiechu i udawanych łez.
Teraz uczę się zapominać. Wszystko okazało się niepotrzebne. Wtedy nie widziałam serca. Wiesz, Kto mnie nauczył je dostrzegać, prawda?
(Oyente)
|